Pościg 3-17.09.1939

Poniższy tekst jest tłumaczeniem monografii pułku Wehrmachtu  o numerze 49.

Prezentowany tekst jest publikowany wyłącznie w celach historycznych, naukowych i edukacyjnych. W żaden sposób nie wyraża poglądów oraz przekonań członków SRH „Die Kampfgruppe Hoffmeyer”.

 

3.9. Dywizja rozpoczęła pościg za nieprzyjacielem w kierunku wschodnim. Droga prowadzi przez pobojowisko z dwóch poprzednich dni, na którym trwają prace porządkowe. Świadomość przejścia chrztu bojowego sukcesem, motywuje nasze oddziały. Porzucona broń, i części wyposażenia, pozostawione pojazdy, świadczą o pospiechu, z jakim Polacy się wycofywali. Następnym celem jest prastare polskie miasto królewskie, Kraków. Nie wiemy jednak czy Polacy będą go bronić czy nie. Po męczącym, najczęściej nocnym marszu, IR 49, dnia 5.9. zbliżył się do celu, i przygotowuje się do ataku. Generał V. Rothkirch decyduje dnia 6. Że zwiadu maja dokonać 3 kubelwageny, którymi maja dowodzić, leutnantowie: Kunsch, Leske, Weber. Mają ustalić czy linia frontu i przedpole są zajęte przez nieprzyjaciela. Forty są po części nowoczesnymi budowlami, ich budowę zaczęto kilka lat przed wojną. Dla regimentu rozpoznanie werku 42 ( możliwe, że chodzi tu o forty 41 lub 41 a, brak na dostępnych mapach fortu oznaczonego numerem 42). Który jest na naszej linii ataku, niedaleko wielkiej drogi, jest najważniejsze. Leutnant Weber opisał zwiad: „ przed nami wysoki przejazd kolejowy, przechodzący przez drogę, ograniczał nasza widoczność. Za nim – wg. Mapy powinna się znajdować linia fortów. Tak też było. Z nasypu jest widoczne całe przedpole. Teren płaski, niedający ochrony, w oddali małe wzgórza, na których nie trudno nie zobaczyć umocnień. Nawet po drugiej stronie drogi, były widoczne bunkry i prace ziemne. Nie zaobserwowano ruchów nieprzyjaciela. Postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę, tzn. podjechać dwoma wozami pod bunkry. Trzeci wóz ma zostać i w razie gdyby wróg nas zniszczył, ma zameldować dowódcy. Nasze wozy wycofują się by nabrać rozpędu. Ruszyliśmy pełną prędkością z za nasypu w stronę fortu. Nie padł ani jeden strzał. Teraz dojeżdżaliśmy do szlabanu, był otwarty, wjechaliśmy do środka. Nie było wroga!

Dalsza cześć wkrótce…